Witraż z Barankiem Paschalnym z kaplicy Matki Bożej Świdnickiej
Najpiękniejsze katedralne witraże powstały w XIX wieku, za czasów proboszcza Josefa Graupe (1828–1865) i jego następcy ks. Hugona Simona (1865–1897). Obaj księża starali się usunąć szkody powstałe w czasach wojen śląskich i napoleońskich, gdy kościół znajdował się w rękach wojska.
Ksiądz Graupe zakupił pięć witraży do prezbiterium w renomowanej pracowni Adolpha Seilera, a ksiądz Simon naprawiał szkody w oknach kaplic, we współpracy z wrocławską pracownią Adalberta Rednera. Zamówił nieistniejący już witraż Najświętszego Serca do kaplicy Matki Bożej Świdnickiej. Ufundował też „osobisty” witraż Uwolnienie św. Piotra z okowów, upamiętniający jego kilkumiesięczny pobyt w więzieniu. Ponadto do kaplicy św. Józefa nabył witraż Regina Pacis z pracowni Adolpha Seilera, nagrodzony na światowej Wystawie Powszechnej w 1873 roku w Wiedniu.
Niestety kolejne zawieruchy wojenne przetrwały tylko witraże w oknach prezbiterium, natomiast witraże w kaplicach mocno ucierpiały i dwa z nich nie dotrwały do naszych czasów. Witraż z kaplicy św. Józefa został poważnie uszkodzony, natomiast witraż z wizerunkiem św. Piotra prawdopodobnie uległ zniszczeniu podczas bombardowania w lutym 1945 roku. Trzeci witraż, poświęcony Najświętszemu Sercu Jezusowemu, z bliżej nieznanej przyczyny, został zastąpiony witrażem pochodzącym z pracowni Adolpha Seilera, wykonanym do kartonu Josepha Langera, wrocławskiego malarza i konserwatora dzieł sztuki.
Ten nowy witraż był znacznie skromniejszy od swego poprzednika. Wcześniejszy, XIX-wieczny witraż Najświętszego Serca, pochodzący z pracowni Adalberta Rednera, ukazywał Jezusa z płonącym sercem, okrytego czerwonym płaszczem, otoczonego świetlistą mandorlą i stojącego na obłoku, na tle krzyża. Nad postacią Jezusa widniał Baranek z chorągwią. Całość otaczała wstęga z narzędziami Męki. (Opis pochodzi z tygodnika „Schlesisches Kirchenblatt” z grudnia 1873 roku).
Obecny witraż, zamówiony w pierwszej dekadzie XX wieku we wrocławskiej pracowni Adolpha Seilera, również jest poświęcony Jezusowi, lecz przedstawionego w postaci alegorycznej. Od poprzednika różni się zarówno kompozycją, jak i kolorystyką. Powtarzają się w nim jednak dwa motywy z witraża Rednera: gorejące Serce oraz ołtarz ofiarny z Barankiem.
W górnej części okna, na złotym polu fantazyjnego kartusza, utworzonego ze ślimacznic przetykanych liśćmi akantu, znajduje się czerwone gorejące Serce, ciasno oplecione cierniem. W dolnej części witraża przedstawiono ołtarz ofiarny z Barankiem Paschalnym trzymającym rezurekcyjną chorągiew, umieszczonym na tle promienistej złotej poświaty. Cały motyw Baranka otaczają koliście ułożone szybki.
Natomiast środkowa część witraża, złożona jest z gładkich prostokątnych szybek, w kolorze zielonkawo-błękitnawym. Witraż otacza fantazyjna karbowana rama ze złocistym tłem, bogato dekorowana liśćmi akantu i ślimacznicami oraz zwieńczona niewielką główką putta, umieszczoną nad wizerunkiem gorejącego serca. Najbogatsza dekoracja, złożona z liści i kwiatów akantu, znajduje się w dolnej części witraża, poniżej okrągłego motywu z Barankiem Paschalnym.
Na jednej z dolnych szybek pod ozdobną ramą, widnieje inskrypcja informująca o przeprowadzonych pracach konserwatorskich: „Pracownia Witraży Zubkowski i Syn, Świdnica 2010”. Nie była to jednak pierwsza powojenna konserwacja tego witraża, wiadomo bowiem, że w pierwszych latach powojennych zarówno ten, jak i pozostałe witraże z kaplic południowych poddane zostały gruntownej restauracji w pracowni witraży Stanisława Gabriela Żeleńskiego Krakowie.
Była to wtedy nagląca konieczność po zniszczeniach wojennych. Bo mimo że świdnicki kościół farny przetrwał ostatnią wojnę bez większych strat, to nie można było tego samego powiedzieć o witrażowych oknach. Bowiem w wyniku rosyjskiego nalotu w lutym 1945 roku i bomb zrzuconych tuż obok wieży i w pobliżu prezbiterium, uszkodzony został zarówno witraż z kaplicy Matki Boskiej Świdnickiej, jak i z kaplicy św. Józefa, a także kilka innych, po południowej i wschodniej stronie kościoła. Wszystkie zostały pieczołowicie odrestaurowane w latach 1947–1948, na zlecenie ówczesnego proboszcza Stanisława Marchewki. Prace te trwały aż dwa lata i jak napisał w swoich wspomnieniach ks. Stanisław Marchewka „pochłonęły poważne sumy pieniędzy”. Większość kosztów sfinansowali sami parafianie, lecz naprawę witraża z kaplicy św. Józefa sfinansowali świdniccy kolejarze, co zostało upamiętnione na inskrypcji w jego dolnej części.
Restauracji witraży podjął się słynny „Krakowski Zakład Witrażów S.G. Żeleński”. Zlecenie renomowanej krakowskiej firmie przeprowadzenia tych pierwszych, najpilniejszych prac konserwatorskich, których podstawowym celem było usunięcie wojennych zniszczeń, świadczy o wielkim poczuciu odpowiedzialności ks. Stanisława Marchewki za powierzone mu skarby kultury. W pierwszych latach powojennych nie działały jeszcze żadne służby konserwatorskie, ani nadzór techniczny, zatem nic nie stało na przeszkodzie, by powierzyć naprawę rozbitych okien lokalnym rzemieślnikom. A jednak ksiądz Marchewka zdecydował się na dużo trudniejsze i kosztowniejsze rozwiązanie, wybierając najlepszą z ówczesnych firm witrażowych w Polsce.
Zaś o wysokiej jakości wykonanych wtedy prac świadczy fakt, że po tej pierwszej serii powojennych renowacji, konserwacje okien i witraży na długie lata zeszły na dalszy plan, ustępując miejsca innym pilnym pracom remontowym i konserwatorskim.
Liczne witraże w świdnickim kościele tworzą niepowtarzalną atmosferę tej świątyni. Lecz oglądając je warto też zastanowić się nad znaczeniem przedstawionych motywów i symboli, które są nie tylko ozdobą, lecz również narzędziem religijnego przekazu.
𝑂𝑝𝑟𝑎𝑐𝑜𝑤𝑎𝑛𝑖𝑒 𝐿𝑢𝑐𝑦𝑛𝑎 𝑆𝑧𝑝𝑖𝑙𝑎𝑘𝑜𝑤𝑠𝑘𝑎












